Mogę spełniać marzenia (3)

 

 

IMG_20150628_131228 2Zajęło mi to wiele czasu i zużyłam wiele energii, a także usłyszałam i wypowiedziałam wiele słów nim zrozumiałam… Tak, jest dobrze, bo zrozumiałam, że to co mówię i myślę jest ważne, że to co czuję jest dobre. Naprawdę nie wiedziałam, czy mój smutek, złość czy nadmierna radość mogą być odpowiednie czy potrzebne, bo najważniejszą osobę w moim życiu zawsze bardzo denerwowały, smuciły czy wręcz załamywały i doprowadzały do łez. Wiele razy widziałam te łzy i słyszałam, że to moja wina.

Moja niewiedza o moim wolno lub nie wolno, o byciu na żądanie, o czuciu na żądanie trwa wciąż i stała się ona dla mnie codziennym uczeniem siebie i zdobywaniem nowych umiejętności.

Na szczęście wiedza(że można inaczej) i szacunek do nieumiejętności komunikowania się mojej matki sprawiły, że zaczęłam szukać bardziej odpowiednich słów do wyrażenia siebie. Już nie skupiałam się na powstrzymywaniu uczuć, myśli czy w ogóle usunięcia się w cień, odejść… I tak w moim życiu przeszedł huragan, nietolerancji, nienawiści i samozniszczenia. Któż może nauczyć Cię kochać siebie jak nie ktoś kto potrafi kochać swe dziecko całym sercem. No niestety nie trafiłam na taką osobę… Trafiłam na kogoś dla kogo najważniejsze było bym „coś” miała w życiu, więc musiałam się wpasować w schemat na temat mojego dobrostanu w jej wyobraźni…

No i mam. Blizny w psychice i na ciele…

Zmiana.

Pewnego pięknego dnia porządkowanie przerwało wołanie mojej mamy. Chciała coś ode mnie. Nie słyszałam, więc jak zwykle idę zapytać – z jakże wielkim lękiem, ale i odwagą zmierzam i odzywam się:
– Mamo co Ty tak właściwie miałaś na myśli?! Co ja miałam zrobić? – starałam się z uśmiechem.

Artyleria mojej zmęczonej, biegnącej i nie ogarniętej matki sprawiła, że wyjęła swoją bezpieczną broń:
– No przecież mówię do Ciebie! – odezwała się nader potężnym i wściekłym tonem który wydobywał się z wątłej już postury osoby.
– Nie dosłyszałam – Mówię cicho i spokojnie.
– To słuchaj co się do Ciebie mówi; jak zwykle zrobię sobie sama. – oczywiście zbierało się jej już na łzy.

Te dwa kłamstwa w jej słowach są już wyczuwalne, nie poddaję się im! Nie jestem w stanie słuchać wiecznie i czekać na Twoje wołanie. Nie jestem na zawołanie. Jak zwykle sama? Zawsze pędzę w poczuciu winy zrobić to o co prosisz, byś tylko nie płakała, nie była zła, przeze mnie, ale nie tym razem. Wiem, że Ty mówisz to tylko po to aby znów we mnie wygenerować znajomy nam schemat reakcji. Tak, jesteś bardzo inteligentna. Jednak dość już. Ponad 20 lat wychowujesz mnie na służącą, pomocnika, podporę Twoją. Dość już wkładania mi do głowy: nie wolno, zrób tak! Jestem tu, jestem kimś innym niż sobie wyśniłaś, i dobrze, i żyję mimo to.

Pomyślałam: Dobrze, krzyk jest Twój, zostaw go sobie. Ja tym razem chcę rozmowy.
– Ale nie. Nie krzycz na mnie. Nie chciałam Cię zdenerwować, mówię tylko, że nie zrozumiałam co mam zrobić. To wszystko. Wystarczy spokojnie mi powiedzieć czy dobrze myślę i już.

Zdębiała, chociażby dlatego, że nie działał zamierzony schemat, że nie wściekłam się, nie uległam łzom.

Dla mnie to był sukces. To był pierwszy odważny krok. Nawet tak wielki, że nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnego innego źródła opanowania i wzorca mocy słów jaka przeze mnie przemawiała. Przypominam sobie o tym zawsze gdy stoję w obliczu każdej zbliżającej się rozmowy z Nią.

Zażegnałam tak częsty i bezbrzeżnie wykorzystujący mnie spór. Łzy które znałam, złość którą na mnie przelewała przez swój pośpiech i nie przykładanie się do rozmowy z kimś tak nie ważnym w jej oczach zniwelowałam!

Jestem ważna, wiem co mówię, wiem o co pytam i mogę pytać! Żyję, więc już jest dobrze.

Wiem jednak, że by było naprawdę dobrze trzeba mi więcej siebie we mnie. Wydaje mi się, że by bronić się w mądry sposób nie jest łatwo. Człowiek z natury potrafi się bronić przed kimś, w obliczu odczuwanego zagrożenia. Zastanawia mnie jednak czy potrafię przeciwstawić temu co mi nie służy, czy moje myślenie nabierze wreszcie pozytywnego rozpędu.

Jest dobrze bo spotykam się z sobą i daję sobie szansę istnienia w dobrym tonie, wbrew wyobraźni osoby która była dla mnie zawsze autorytetem, która była dla mnie jak nieodłączny element, bez której wydawało mi się, że nie mogę żyć. Teraz robię coś po swojemu. Teraz robię to dla siebie. Teraz robię coś by poczuć się istotą która ma prawo żyć i decydować o sobie. Myślę, że jest dobrze.

×