Mogę spełniać marzenia (2)

 

Projekt bez tytułu (3)

 

Pod koniec czerwca facebook przypomniał mi wpis sprzed pięciu lat, była to notatka dotycząca pomyślnej obrony mojej pracy magisterskiej, miałam wtedy 46 lat….

Wspomnienie to napełniło mnie dumą i radością, i uświadomiło jak wielu radykalnych, życiowych zmian dokonałam w tym czasie i najważniejsze: ,że proces ten wciąż trwa i sprawia mi ogromną przyjemność, co oczywiście wcale nie oznacza, że jest łatwo.

Paradoksalnie zawsze bałam się zmiany i choć w głębi duszy grała tęsknota za nieznanym i spontanicznym, wiernie trzymałam się sztywnych schematów: miła dziewczynka, posłuszna córka, ułożona nastolatka, przykładna żona i mama, oddany pracownik itd. i itd.

Żyłam według norm innych, rezygnując ze swoich pragnień, marzeń i fantazji. Wszystko było przewidywalne, czasami przyjemne i łatwe, innym razem trudne, ale ogólnie niesatysfakcjonujące. Ciągle towarzyszyło mi poczucie, że w tych normach, przekonaniach i zasadach, zgubiłam gdzieś siebie….

Zbuntowałam się po ,,czterdziestce’’, wbrew wszystkiemu i wszystkim, którzy twierdzili, że: ,, na starość mi odbiło” , postanowiłam uzupełnić wykształcenie. Decyzja ta przewróciła życie moje i mojej rodziny zupełnie do góry nogami. W domu dokonała się prawdziwa rewolucja, z kury domowej stałam się studentką!

Oczywiście bałam się ogromnie, a mój wewnętrzny krytyk nieustannie upominał i próbował przywołać do porządku. W głowie ciągle słyszałam głos: ,, nie dasz rady”, ,,jesteś za stara na naukę”, ,,zastanów się, co o tym pomyślą inni”, ,, po co ci to ???”, ,,nie masz pieniędzy !!!”, ,,masz obowiązki wobec rodziny”, ,,jesteś egoistką”.  Te i temu podobne myśli wypełniały mój umysł, ale jednak determinacja okazała się silniejsza J i po pięciu latach nauki, godząc pracę zawodową i obowiązki rodzinne ze szkołą, odebrałam dyplom magistra pielęgniarstwa.

Moi najbliżsi odetchnęli z ulgą i z nadzieją, że to koniec moich ,,szaleństw”, ale nie wiedzieli, że raz połkniętego bakcyla zmiany, nie da się już zniszczyć, więc po roku domowej stabilności, postanowiłam nauczyć się profesji coacha , co niniejszym uczyniłam, kończąc studia podyplomowe.

Wobec tak silnego strumienia moich osobistych zmian, i najbliżsi nie mogli zostać obojętni, przestali ze mną walczyć, zaczęli szczerze wspierać i dali się również porwać temu cudownemu prądowi. Nie byli też już zdziwieni, jak któregoś dnia oświadczyłam, że wybieram się na… kurs jogi śmiechu J

I tak w wieku 50 lat stałam się certyfikowaną Joginką Śmiechu i tu dopiero odczułam i doceniłam pozytywną siłę i moc zmiany.

Joga śmiechu zmieniła i zmienia moje życie nadal, a przyniosła mi już:

  • poczucie dystansu do własnej osoby – ja, która nie cierpiałam osobistych zdjęć i filmów, właśnie ostatnio promując zajęcia jogi śmiechu, opatrzyłam je własną fotografią, twarzy jakże niedoskonałej, ale autentycznej i szczęśliwej J
  • odwagę – jeszcze kilka miesięcy temu myśląc o wystąpieniu publicznym, drżało mi serce, nogi robiły się jak z waty, a głos nie chciał wydobyć się z ust, a dziś nie tylko mówię, ale i prowadzę zajęcia J
  • rozbudziła moją kreatywność – nie tylko nie brakuje mi pomysłów na scenariusze zajęć ( a takowe prowadziłam już w klubie śmiechu, na cyklicznych warsztatach z dorosłymi, z dziećmi w przedszkolu, dla osób z warsztatów terapii zajęciowej, w klubie fitness i studiu jogi ), ale generuję różne, nowe sposoby wychodzenia z trudnych życiowych sytuacji i kryzysów
  • wewnętrzną harmonię – żyję jak każdy inny człowiek, często w stresie zmagam się z życiowymi trudnościami i przeciwnościami losu, ale nie odciska to stałego, negatywnego piętna na moim organizmie i psychice
  • rodzinną integrację – razem z mężem współtworzymy warsztaty J
  • poczucie spełnienia- wreszcie mogę dzielić się z innymi tym, co mam najlepszego – poczuciem radości, mogę zarażać śmiechem, sprawiać, żeby inni czuli się dobrze ze sobą, ze mną i w ogólnych interakcjach społecznych. Uczę ludzi jak mogą z lekkością i radością dokonywać poważnych i dużych zmian w swoim życiu.
  • możliwość obcowania ze wspaniałymi ludźmi ! , czerpanie radości z ich indywidualnych osobowości

Podsumowanie: Ja – Julita Śródkowska –  żona, matka, odpowiedzialny pracownik służby zdrowia, Joginka Śmiechu – kobieta pełna radości życia i energii do działania, a przede wszystkim  istota zakochana w ZMIANIE, podejmująca wciąż nowe wyzwania!

Mam jeszcze wiele marzeń ( a wraz z wiekiem przybywa ich coraz więcej) i nie zawaham się przed żadną zmianą, która umożliwi mi ich spełnienie.

×