Wigilia Azorka

 

Był wigilijny wieczór. Śnieg grubymi płatkami padał już od rana. Mały, czarny piesek z trudem brnął przez zaspy śniegu. Był słaby, głodny, bolała go zwichnięta łapka. Nagle zobaczył uchyloną furtkę i mały domek ukryty wśród świerków… Bał się ludzi, ale był tak zmęczony, a poza tym w psim serduszku kołatała resztka nadziei, że nie wszyscy ludzie są tak źli, jak ci, którzy wyrzucili go z domu…

Powolutku, popiskując z bólu, kuląc się z zimna, i strachu przebrnął drogę od furtki do ściany domku, pod którą położył się drżąc z zimna. Było nie najgorzej, przynajmniej miał trochę osłony przed śniegiem i wiatrem, ale w brzuszku czuł ból. To głód… przymknął ślepka… Nagle skrzypnęły drzwi, na dwór poszczekując wybiegł piękny, złoty pies o długich jedwabistych uszach. Nie był zbyt duży, ale małemu pieskowi wydawał się ogromny! Za psem wybiegła mała dziewczynka w czerwonej czapeczce i szarym płaszczyku.
– Stój Wiki, poczekaj – wołała…

Jakie piękne imię ma ten pies, pomyślał szczeniak, ja nie mam żadnego. Mówili na mnie kundel, brzydal…

Tymczasem złoty pies zwęszył w ogródku intruza, podbiegł do skulonego i drżącego ze strachu małego, czarnego pieska, który skulił się jeszcze bardziej… Nagle mały poczuł na uchu przyjazne liźnięcie i otworzył oczka. Duży, piękny, złoty pies przyjaźnie machał króciutkim ogonkiem!
– Hau, hau! – szczeknął przyjaźnie, co w psim języku oznacza : jak się masz…?
Nawiązał się dialog złożony ze szczeknięć i pisknięć…
-Co tam masz, Wiki? Zaciekawiona dziewczynka podbiegła do ulubieńca. Ojej, jaki maleńki piesek ! – zwołała przejęta, ponieważ lubiła wszystkie zwierzęta.

Mały znów skulił się. Od ludzi doznał tylko zła, kopnięć, głodu i wypędzenia… Miał dopiero pół roku, a nie pamiętał nic dobrego, tylko bicie i głód…
Dziewczynka podniosła go delikatnie i pogłaskała mały, czarny łebek.
– Biedactwo… – szepnęła.
Piesek zdziwił się, to tak też można? Jakie delikatne rączki, jak miło być pogłaskanym… Nieśmiało polizał policzek dziewczynki.
– Ojej, ale ty masz chorą łapkę. Trzeba ci pomóc, zabiorę ciebie do domu, tu zmarzniesz biedaku…- mówiła mała
– Hau! – potwierdził złoty pies…
Dziewczynka zabrała małego gościa do ciepłego, pachnącego przysmakami domu…
Jak dobrze – myślał piesek skulony w ramionach dziewczynki…
– Mamusiu, mamusiu, zobacz kogo znalazłam – wołała.
Z kuchni wyszła pani o uśmiechniętej, miłej twarzy.
– Co tam masz Kasiu ?
– Zobacz, mamusiu, on siedział pod domkiem, taki biedny. Proszę, proszę, pozwól mu z nami zostać, Wiki będzie miał kolegę…
– Wygoni mnie, nie zgodzi się – pomyślał piesek…
– Jaki słodki – zawołała pani, wiesz gdy byłam mała miałam takiego samego czarnego, małego pieska, miał na imię Azorek…
– To jak mamusiu, może Azorek z nami zostać ?
– Hau, hau, niech zostanie, tak mi nudno gdy idziecie do pracy, a Kasia do szkoły – prosił po swojemu, merdając ogonkiem, złoty pies, o imieniu Wiki…
– Oczywiście, kochanie, dziś Wigilia, nikogo nie można odgonić od progu, zwłaszcza gdy jest głodny i bezdomny…miejsca mamy dosyć, a Wikiemu z pewnością będzie weselej!

Uszczęśliwiona dziewczynka postawiła na podłodze Azorka, bo odtąd tak go będziemy nazywać, a złoty pies serdecznie zaprosił małego do swojej miski pełnej wigilijnych przysmaków.
Okazało się, że tatuś dziewczynki jest weterynarzem, nastawił zwichniętą łapkę Azorka, zaszczepił pieska i powiedział, że wyrośnie z niego piękny, dobry przyjaciel, który za okazane serce odwdzięczy się przywiązaniem.
– Hau! – potwierdził złoty pies. I miał rację!

W gwiazdkowym prezencie Azorek dostał śliczną, czerwoną obróżkę, którą złoty pies nosił, jak był małym szczeniakiem. Obróżka był śliczna, Azorek nigdy podobnej nie widział. Zastąpiła zardzewiały łańcuszek, który tak boleśnie ranił psią szyję.

Po kolacji zasnął w dużym, wygodnym koszyku, wysłanym miękkim i ciepłym kocykiem, przytulony do złotego psa, którego tak podziwiał, a który okazał się dobrym przyjacielem.

Gdy nadeszła wiosna, w ogródku Kasia wesoło bawiła się ze swoimi dwoma pieskami: złotym, rasowym Wikim i zabawnym, czarnym kundelkiem Azorkiem! Nie było w całym świecie lepszych i szczęśliwszych przyjaciół!

Oto bohater opowiadania – złoty pies Wiki.

D. Stawicka


Donata Dominik – Stawicka

 

×